- Przepraszam, że nie zabiłam cię, kiedy miałam okazję, tylko musiałaś... - wytarła spływający z policzka tusz do rzęs, ale po chwili zaniosła się jeszcze gwałtowniejszym płaczem. - Tylko musiałaś zrobić to.
Na podłodze leżało ciało martwej dziewczyny z połamanymi nogami. Miała jeszcze otwarte oczy.
- Po co skakałaś z tego cholernego dachu?! - wrzasnęła na zwłoki. - No po co! Zobacz, co zrobiłaś ze swoim ciałem! Zawsze ci go zazdrościłam, a ty tak po prostu...! - Dziewczyna obeszła dookoła nieżywą przyjaciółkę, wyjmując przy okazji z kieszeni za ciasnego płaszcza buteleczkę wódki. Wychyliła łyk, a resztę wylała na ciało. Wyjęła pudełko zapałek. - Do zobaczenia w innym życiu.
Trzonek zapłonął. Palce dziewczyny się rozluźniły. Leżące ciało stanęło w płomieniach.
- Pamiętaj: musimy się kiedyś spotkać. W barze. Najlepiej na jakimś drinku. Ty stawiasz. Liczę na ciebie. - Uśmiechnęła się, odwróciła na pięcie i ospałym krokiem ruszyła przed siebie, za sobą zostawiając ginące w płomieniach ciało.
Gdyby ludzie potrafili w ten sposób załatwiać sprawy. Zrobić, co się miało do zrobienia, a potem mieć to już za sobą, zamiast rozpamiętywać źle podjęte decyzje i popełnione błędy... Gdyby to było tak proste... Wsiąść do pociągu bylejakiego.
Kasia
PS Czy już powoli nadrabiam brak trupów? ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyjątki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyjątki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 grudnia 2013
poniedziałek, 7 października 2013
Z głębi serca... (prawie)
W zeszłym miesiącu czytałam po kolei wszystkie posty z bloga naluuzie.blogspot.com, który należy do mojej dobrej koleżanki (tak, o Tobie mówię, Lusiu ;3). I... Napadło mnie na pisanie ckliwych opowiadań xD. W każdym razie, napisałam jedno całkiem niezłe opowiadanko i chciałabym je zadedykować właśnie Luśce :). Bezokazyjnie. Po prostu. Z głębi serca (prawie z głębi serca, jeżeli mam być szczera :3).
Jestem tu.
Jestem tu.
Jesteś tam.
Jesteś tam.
Jestem tu i się zastanawiam, czy przypadkiem mi się tylko nie wydaje, że jesteś tam. Może tak naprawdę jesteś tu? Może cię tylko nie widzę? Tylko nie słyszę? Tylko nie czuję Twojego zapachu? Tylko nie czuję Twojego dotyku? Może teraz, kiedy patrzę w gwiazdy, widzę Ciebie? Tylko o tym... nie wiem? Może teraz, kiedy słyszę szept wolności, słyszę Twój głos? Może teraz, kiedy czuję rześki zapach wieczornego powietrza, czuję Twój zapach? Może ten łagodny wiatr głaszczący moją skórę, to tak naprawdę Twoje palce?...
Budzę się. Rozglądam.
Za kratkami jedno jest dobre: rojenia. Dlaczego? Bo przynoszą mi Ciebie, chociaż Ciebie już dawno nie ma. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale chyba dlatego siedzę za kratkami...
Jak Ci się podoba, Lusiu? <3
Nie szczędź krytyki, ale pamiętaj, że to przez CIEBIE to napisałam! ;3
* * *
A co Wy o tym myślicie, moi Kochani Czytelnicy? Wolicie opowiadania w typie Bieli, czy jak to powyżej? :)
Wiem, wiem, Weroniczko - za mało brutalne. ;3 Postaram się to nadrobić :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
